niedziela, 28 maja 2017

Szóste zwierzę

Hej, dziś opowiem o śwince  morskiej o imieniu Sola, stojącej pod różowym znakiem zapytania. Sola jest czarną, krótkowłosą świnką morską. Opowiem jak się u nas znalazła.
Kiedyś bardzo chciałam mieć świnkę morską, ale najpierw musiałam udowodnić, że będę się nią dobrze opiekować. Wydawało by się, że nie łatwo udowodnić taką rzecz, przecież nie kupi się świnki morskiej na tydzień, ale to nie było takie trudne. Po prostu mój kolega pożyczył mi swoją własną świnkę (nie będę wypowiadać imienia ani świnki, ani kolegi). Mama mojego kolegi mówiła, że kupili chłopca, ale ostatnio ktoś dokładnie obejrzał świnkę i stwierdził, że to dziewczynka. Dlatego biorąc ją, myślałyśmy o braniu dziewczynki, a nie chłopca. Jednak, gdy widzieliśmy Solę mieliśmy jeszcze trochę świnkę kolegi i mama wyguglała pana i panią świnkę i z oznajmiła, że Sola to dziewczyna, ale druga świnka to chłopak.
Teraz bardziej o Soli. 
Mama szukała świnki na OLX i znalazła Solcię. Proponowała mi różne inne świnki morskie, ale ja, chciałam tą.
Dlatego mama zatelefonowała do pana sprzedającego Solę, a on od razu z nią przyjechał. Ja płaciłam za to co Sola miała ze sobą, a ona sama była za darmo.
Wiecie co? Gdy mama odkryła, że świnka mojego kolegi jest chłopakiem, myślałyśmy, że może sola jest w ciąży, bo miała duży brzuch, ale jak się okazało - tylko przytyła... Miałam nadzieję na małe świnki.

środa, 24 maja 2017

Niestety nie mam czasu

Bardzo przepraszam za to, że wczoraj nie napisałam posta o zwierzaku i dzisiaj o wycieczce dwudniowej, ale ostatnio nie mam czasu i nie mam głowy do tego, jeszcze przez jakiś czas tak będzie, więc postanowiłam, że nie będę zapowiadać kiedy będzie następny post, a to o zwierzakach nie będzie co tydzień, wszystko będzie niespodzianką.

Żeby się nie nudzić wejdźcie na moje konto na instagramie, wystarczy w instagramową wyszukiwarkę wpisać: mirgozatka.

sobota, 20 maja 2017

Dwudniowa wycieczka cz.2

Przepraszam, że nie napisałam tego postu wczoraj, ale była taka pogoda, że nie chciałam pisać, tylko być na dworze.


Po zwiedzaniu Czerwonego Krzyża pojechaliśmy na warsztaty archeologiczne. Na początek jakiś pan opowiadał nam jak daaawno temu ludzie robili żelazo, opowiadał nam to pod dachem, pokazywał stary piec i grudki żelaza. Następnie poszliśmy na zajęcia na dworze. Najpierw rozpalaliśmy ogień tak jak kiedyś ludzie, poprzez świder. Miał jedną linkę, za którą się ciągnęło raz z jednej, raz z drugiej strony.





Potem poszliśmy do jakiejś pani, która się spytała, czy kogoś po ciągnięciu liny bolą ręce. Nikogo nie bolały, a pani wytłumaczyła nam, że ta maść, którą trzyma, spowodowała by koniec bólu.

 Następnie u tej samej pani robiliśmy mąkę, tak jak dawniej. Robiliśmy ją poprzez tarcie kamieniem o pszenicę, ubijanie pszenicy i mieleniu jej jakimś kamiennym kółkiem z doczepionym patykiem.

Kiedy skończyliśmy robić chleb, trafiliśmy do wikliniarza. On opowiedział nam jak plecie się koszyki z wikliny, że wiklina przechowywana w różny sposób ma różne kolory, i pozwolił kupować koszyczki!

Kolejny przystanek to był garncarz. Robiliśmy razem z nim kubeczki i miseczki, a w chacie obok kupowaliśmy gliniane pamiątki.

Przed ostatnią atrakcją było robienie żelaza. Wsypywaliśmy rudą żelaza do wielkiego pieca, a potem dmuchaliśmy do niego miechem ( popsuła się jakaś linka, ale pan ją naprawił ). Następnie rozgrzewaliśmy żelazo w piecu, stukaliśmy je młotkiem, zakręcaliśmy, a ja je ostudziłam. wyszedł ładny zawijasek.


Na koniec weszliśmy na młyn. Gdy zeszliśmy, pojechaliśmy do hotelu, by zjeść obiado-kolację i przenocować.










NASTĘPNY POST O MOJEJ WYCIECZCE POJAWI SIĘ W NAJBLIŻSZĄ ŚRODĘ!

środa, 17 maja 2017

Dwudniowa wycieczka cz.1

Dziś napiszę o wycieczce dwudniowej, na którą pojechałam razem z moją klasą (III B) i III A.
Długo myślałam nad tym, czy pojechać, ponieważ mam problemy ze spaniem poza domem bez rodziców. Postanowiłam, że pojadę.


Zbiórka była pod szkołą, 10 maja, o 7.50. Sporo osób miało walizki. Ja byłam w parze z moją koleżanką (nie zdradzę imienia nikogo, nawet tej koleżanki). Wkrótce już wkładaliśmy bagaże, w których są: ubrania, szczoteczki itp., do luku.

Pojechaliśmy, Okazało się, że z panią przewodnik.   Pani przewodnik opowiadała różne rzeczy podczas jazdy.

Pierwszym punktem był czerwony krzyż, w Górach Świętokrzyskich. Gdy już dotarliśmy do pierwszego punktu, wysiedliśmy, zjedliśmy i się napiliśmy. Następnie pani przewodnik ogłosiła, że na górę wjedziemy kolejką, czyli takimi wagonikami, niepołączonymi ze sobą. Wszystkie były napędzane silnikiem, tylko jeden miał napęd konny. Kiedy wjechaliśmy, zobaczyliśmy zielono-żółtą ciuchcię
Jednak przed ciuchcią widziałam wierzę przekaźnikową. 

Pierwsze co zrobiliśmy, to kupowaliśmy pamiątki, ja kupiłam takiego ptaszka, gdy naleje się do niego wody dmucha się, a wtedy ptaszek ćwierka.

Poszliśmy do klasztoru. Mi się nudziło. Potem znów był postój na pamiątki. Następnie po drodze gdy schodziliśmy, zeszliśmy na taras widokowy.

Oto widok:
Dalej już tylko schodziliśmy, a kiedy doszliśmy do autokaru pojechaliśmy po następną przygodę, tę przygodę opiszę 19 maja. Pa, pa!

wtorek, 16 maja 2017

Piąte zwierzę

Cześć, bardzo przepraszam, że tydzień temu nie napisałam tego postu, ale byłam zajęta przygotowaniami do dwudniowej wycieczki, którą opiszę jutro.


 Oto Liza, mój pies, który niestety dawno temu zdechł. Liza stoi pod czarnym znakiem zapytania.
Była fajnym pieskiem, zdechła gdy miałam trzy lata. Opowiem co spowodowało jej zgon.
Gdy nie mieliśmy jeszcze gotowego ogrodzenia do lizy przychodził jakiś pies. On i liza mieli jakieś romantyczne chwile, którymi mama się martwiła, bo miałaby problem z pieskami. Ponieważ mama bardzo obawiała się piesków, zaczęła kombinować, ale tamten pies już zdążył Lizę czymś zarazić. Mama pojechała do weterynarza, by on usuną lizie to, co pozwala zajść w ciążę. Niestety, nie udało się usunąć wszystkiego, dlatego Liza wydzielała zapachy takie, które przyciągnęły tego samego psa na nowo. Znów zachorowała i wtedy zdechła...




            Wiele razy płakałam za Lizą, bardzo ją kochałam. Mama mi mówi, że ona nie była moja, tylko miałam jej towarzystwo.




 A OTO ONA!

 




P.S. Jeśli chcecie wiedzieć o Lizie więcej, to się nie martwcie, miała dużo zabawnych przygód, będę je opisywać w osobnych postach.


P.S.2. Ponieważ w tamtym tygodniu nie napisałam postu o zwierzaku, to teraz zdradzę, że kolejne zwierzę to świnka morska.

sobota, 6 maja 2017

Aquariowe zoo, Aquarium, Aquariowe ptaszki

 1
AQUARIOWE ZOO



3.05.2017r. byłam w Aquarium, czyli na basenie. Jednak zanim poszłam do budynku, z tatą skierowałam się w stronę zalewu Tatar. To coś w rodzaju parku z jeziorem, bardzo mi się tam podobało, dlatego, że mieli tam ławki wyglądające jak zwierzęta. Było super! Sami zobaczcie:









 P.S.     W tym jakby parku był też pomnik sowy, której też mam zdjęcie:



2

AQUARIUM 



Po zalewie poszłam do basenu. Przebieralnia była wspólna (czyli jedna dla pań i dla panów) co ułatwiało całą sprawę z  przebieraniem, bo byłam tylko ja i tata, bez mamy. Były dwie zjeżdżalnie, jedna kręta, długa, ale wolna, druga była stroma i szybka, ale krótka. Ten basen miał 2 jacuzzi, oba identyczne. Było w nich całkiem przyjemnie. Te jacuzzi mieściły się obok jedynego basenu w, którym mogłam pływać. Umiem pływać strzałką i taką jakby podwodną żabką bez poruszania nogami, potrafię też na plecach, uczę się pływać żabką. Basen miał także rzekę (czyli mały basenik z prądem jaki występuje w rzekach, ten prąd cię pcha), ale słabą. Mimo to było bardzo fajnie!






3
                                                                             
 AQUARIOWE PTASZKI 


 Po basenie jeszcze raz poszłam na zalew. bawiłam się długo na lwie-ławce, ale potem poszłam dalej. oglądałam ptaszki, a ściślej mówiąc - łabędzie. Były dorosłe i były młode. Powiedziałam, że jeden jest brudny, po prostu nie zauważyłam, że jest jeszcze młody. Gdy za bardzo się do niego zbliżyłam, sykną na mnie, ale nic mi nie zrobił. Jeden był pomarańczowo-biały!





środa, 3 maja 2017

Alicja

Wczoraj oglądałam filmy i zdjęcia sprzed kilku lat, gdy miałam tak około trzech, czterech lat. W jednym z tych filmów zdarzyła się taka sytuacja:
Mama woła: "Baranku, choć tu",  na to ja mówię: "Mów na niego pies, a nie Baran!" Zaraz mama powiedziała: "Ale on ma na imię Baranek", a ja się drażnię: "Pies ma na imię i... Alicja, mów na niego Alicja!", potem ze złością zasłaniam mamie ekran i koniec filmu. 
Moim zdaniem bardzo to jest śmieszne! Ha, ha, ha.!

wtorek, 2 maja 2017

Czwarte zwierzę

Dzisiaj ujawnię wam już czwarte zwierzę, mojego psa o imieniu Baran. Nazywa się tak, bo jego rasa pilnuje owiec, a sam jest biały, zresztą to pierwszy pies z jego rodziny wzięty do domu. Był bardzo miłą niespodzianką dla mnie: raz gdy miałam cztery lata i wracałam od babci Krysi  zobaczyłam małego pieska na tarasie, to był Baranek. Miał wtedy pięć tygodni i słodki malutki ogonek.
Kiedyś zabraliśmy go na wakacje, dokładnie na bazę w górach. Na tą bazę jeździmy co roku i tylko raz wzięliśmy Baranka. Baran wtedy szczekał na wszystkich, tylko nie na jedną osobę, dlatego, że ta osoba przywiozła Baranka z gór razem z moimi rodzicami, najwyraźniej zapamiętał tą osobę.
Opowiem teraz o tym co zdarzyło się nie dawno. Baran zachorował na groźną chorobę  babeszjozę. Zresztą opowiem od początku.
Pewnego dnia jadłam banana, jednak miał dużo czarnych kawałków, więc rzuciłam go Barankowi. I wtedy zdarzyła się rzecz przedziwna: Baran wcale nie zainteresował się bananem, a zawsze kochał jedzenie! Postanowiłam  wpuścić go do domu, ledwo wszedł do domu, a zaraz zaczął się ślizgać, natomiast przed mamą łapy zupełnie mu się rozjechały! Mama od razu powiedziała, że jest chory. Po zastanowieniu pojechałyśmy  z dziadkiem do weterynarza. Weterynarz powiedział, że jest chory na śmiertelną chorobę babeszjozę. Nie jest ona wcale żadka, bo przychodzi wraz z kleszczami. Dostał zastrzyk i doktor powiedział, że teraz zależy już tylko od niego czy wyzdrowieje.
Po drugiej wizycie u weterynarza mama i tata robili mu kroplówkę trzy razy, bo nie chciał jeść, zato u weterynarza Baran przeżył jeszcze dwie kroplówki. Powoli zdrowiał. Rodzice kupili mu obrożę przeciw pchelnom ( mama mówi, że można ją dotykać ). Na koniec, za wyzdrowienie Baranka kupiłam mu z mamą sznur do przeciągania i piłkę z dziurami, dzała w ten sposób: w te dziury wkłada się smakołyki dla psów i pies próbóje  je wyciągnąć.
                                       Baran stoi pod
             różowym znakiem zapytania

Komentarze

Moi czytelnicy, bardzo by mnie uradował choć jeden komentarz, więc piszcie komentarze, jeśli nie macie nic przeciwko.

                Bardzo proszę

Skansen

Wczoraj ( 01.05.2017r. ) byłam w skansenie w Maurzycach. Jechaliśmy tam autem godzinę, a po drodze widzieliśmy dwa bociany, które latały i dwa stada saren, oraz dzinozaura z dinoparku ( był oczywiście z plastiku ).
Gdy dotarliśmy na miejsce pierwszy budynek jaki zobaczyliśmy, to była szkoła podstawowa. Poprostu, niebieska chałupa z czerwonym napisem : szkoła podstawowa. W środku był dom najprawdopodobniej nauczycielki, (bo wystrój kobiecy), i jedna sala lekcyjna. Tam mogły się uczyć dzieci od 6 lat do 14 lat. Tam odbyły się zajęcia z pisania : stalówką, ale taką dziwną, z zagiętym czubkiem, piórem, niestety nie było gęsich  piór z właściwego miejsca gęsi i pisaliśmy jeszcze, zaostrzonym patykiem, a do tego nie mieliśmy tuszu, tylko atrament w, którym maczaliśmy to wszystko. Na początku najłatwiej było mi pisać stalówką, ale potem patykiem.

Potem poszłam do karczmy i zjadłam pysznego kurczaka po łowicku, z nim kilka ziemniaków, sałatę i surówkę, a na kurczaku były pieczarki, też je zjadłam. Obiad był pyszny. Tata jadł żurek.

Następnie poszliśmy do innej chałupy, tam wyszywało się na materiale różne wzory z koralików, zrobiłam kwiatek i babeczkę. Podczas wyszywania tata mi przyniósł trochę ciasta drożdżowego, które było pieczone na innych zajęciach, w kturych ja nie uczestniczyłam. Były także zajęcia z robienia papierowych firanek, nie zainteresowały mnie.

Na koniec tata pokazał mi resztę skansenu, bo podczas mojego wyszywania, (które trwało dwie i pół godziny) oglądał skansen sam.

Było super!


poniedziałek, 1 maja 2017

Popiersie

Kiedyś ( w 2016 roku ) zrobiłam bałwana.
Długo stał,  (tak myślę, bo nie pamiętam) jednak, po jakimś czasie przyszła wiosna, a razem z nią ciepłe dni, mój bałwan zaczął się topić...⛄🔜🤒
Pewnego dnia zobaczyłam, że resztki mojego bałwana wyglądają jak popiersie!
(Niestety zdięcie robiłam na tablecie i wyszło nie ostre...😞)

Etykiety

😿 (1) Alicja (1) Anglia (1) Aquarium (2) atrakcje (2) auto (1) babcia (1) babeszjoza (1) bałwan (1) Baran (2) Baranek (2) basen (2) Baśniobór (1) Bigben (2) boa dusiciel (1) brat (1) budzik (1) chatka (1) choinka (1) choroba (1) ciasto (1) ciemność (1) coś dziwnego (1) CzarCzerwieni (5) czarna pantera (1) czarne pantery (1) czary (3) czerwień (3) czerwony (3) deszcz (1) Dino (1) DIY (2) domek (1) dwa dni (1) dwudniowa wycieczka (4) dziadek (1) dzikie zwierzęta (1) dzwoneczek (1) film (2) filmiki (1) filmy (2) Flying Tiger (1) fotel (1) fotele (1) gad (1) godzina (1) gość (1) góry (4) Góry Świętokrzyskie (1) guzik (1) guziki (1) hotel (2) impreza (1) insragram (1) kawa (1) kawa inka (1) kina (1) kino (1) komentarze (1) kot (5) koty (7) Kraków (1) króliczek (1) królik (1) kryminały (1) książka (6) książki (1) Lejdi (1) lisy (1) lodowisko (1) London (1) Londyn (3) lotnisko (1) łabędzie (1) łańcuch pokarmowy (1) łapka (1) łyżwy (2) majonez (1) Miedźno (1) miód (1) most (1) muzeum (2) muzeum zabawek (1) mysz (5) myszka (3) myszo-coś (1) myszy (3) nauka (1) nie mam czasu (1) o mnie (1) opowiadanie (5) opowieść (3) pantera (1) pantery (1) papuga (2) papugarnia (1) papugi (1) papupapi (1) piąte zwierzę (1) pierniki (1) pies (3) płotek (1) pływanie (1) popiersie (1) posąg (1) poszukiwana (1) prąd (2) prezenty (1) psy (2) ptak (1) ptaki (1) rowery (1) rozdział (2) samolot (2) sarny (1) siostra (1) skansen (1) sklep (1) Smok Wawelski (1) social media (1) sola (1) spacer (1) spanie (1) starodawni ludzie (1) StJanesPark (1) Stokrotka (1) stokrotki (1) szkoła (2) śmiertelna choroba (1) śmieszne chistoryjki (2) śmieszne zwierzęta (3) śnieg (1) świeczki (2) świnki morskie (3) targiksiążek (1) Tiger (1) Tigra (5) torebki (1) Toruń (1) Tygrys (1) urodziny (2) Vip (1) wakacje (3) warsztaty (1) wąż (1) wąż dusiciel (1) WC (1) weterynarz (1) wędrówki (1) więź (1) wiosna (1) woda (1) wycieczka (4) wyjazd (1) wyprawa (1) zabawki (1) zaginięcie (1) zające (1) zajęcia (2) zalew Tatar (1) zegar (1) zima (1) złamanie (1) zoo (1) zwierzę (7) zwierzęta (16)