Dlatego mama zatelefonowała do pana sprzedającego Solę, a on od razu z nią przyjechał. Ja płaciłam za to co Sola miała ze sobą, a ona sama była za darmo.
niedziela, 28 maja 2017
Szóste zwierzę
Dlatego mama zatelefonowała do pana sprzedającego Solę, a on od razu z nią przyjechał. Ja płaciłam za to co Sola miała ze sobą, a ona sama była za darmo.
środa, 24 maja 2017
Niestety nie mam czasu
Bardzo przepraszam za to, że wczoraj nie napisałam posta o zwierzaku i dzisiaj o wycieczce dwudniowej, ale ostatnio nie mam czasu i nie mam głowy do tego, jeszcze przez jakiś czas tak będzie, więc postanowiłam, że nie będę zapowiadać kiedy będzie następny post, a to o zwierzakach nie będzie co tydzień, wszystko będzie niespodzianką.
Żeby się nie nudzić wejdźcie na moje konto na instagramie, wystarczy w instagramową wyszukiwarkę wpisać: mirgozatka.
sobota, 20 maja 2017
Dwudniowa wycieczka cz.2
Po zwiedzaniu Czerwonego Krzyża pojechaliśmy na warsztaty archeologiczne. Na początek jakiś pan opowiadał nam jak daaawno temu ludzie robili żelazo, opowiadał nam to pod dachem, pokazywał stary piec i grudki żelaza. Następnie poszliśmy na zajęcia na dworze. Najpierw rozpalaliśmy ogień tak jak kiedyś ludzie, poprzez świder. Miał jedną linkę, za którą się ciągnęło raz z jednej, raz z drugiej strony.
Potem poszliśmy do jakiejś pani, która się spytała, czy kogoś po ciągnięciu liny bolą ręce. Nikogo nie bolały, a pani wytłumaczyła nam, że ta maść, którą trzyma, spowodowała by koniec bólu.
Następnie u tej samej pani robiliśmy mąkę, tak jak dawniej. Robiliśmy ją poprzez tarcie kamieniem o pszenicę, ubijanie pszenicy i mieleniu jej jakimś kamiennym kółkiem z doczepionym patykiem.
Kiedy skończyliśmy robić chleb, trafiliśmy do wikliniarza. On opowiedział nam jak plecie się koszyki z wikliny, że wiklina przechowywana w różny sposób ma różne kolory, i pozwolił kupować koszyczki!
Kolejny przystanek to był garncarz. Robiliśmy razem z nim kubeczki i miseczki, a w chacie obok kupowaliśmy gliniane pamiątki.
Przed ostatnią atrakcją było robienie żelaza. Wsypywaliśmy rudą żelaza do wielkiego pieca, a potem dmuchaliśmy do niego miechem ( popsuła się jakaś linka, ale pan ją naprawił ). Następnie rozgrzewaliśmy żelazo w piecu, stukaliśmy je młotkiem, zakręcaliśmy, a ja je ostudziłam. wyszedł ładny zawijasek.
Na koniec weszliśmy na młyn. Gdy zeszliśmy, pojechaliśmy do hotelu, by zjeść obiado-kolację i przenocować.
środa, 17 maja 2017
Dwudniowa wycieczka cz.1
Długo myślałam nad tym, czy pojechać, ponieważ mam problemy ze spaniem poza domem bez rodziców. Postanowiłam, że pojadę.
Zbiórka była pod szkołą, 10 maja, o 7.50. Sporo osób miało walizki. Ja byłam w parze z moją koleżanką (nie zdradzę imienia nikogo, nawet tej koleżanki). Wkrótce już wkładaliśmy bagaże, w których są: ubrania, szczoteczki itp., do luku.
Pojechaliśmy, Okazało się, że z panią przewodnik. Pani przewodnik opowiadała różne rzeczy podczas jazdy.
Pierwszym punktem był czerwony krzyż, w Górach Świętokrzyskich. Gdy już dotarliśmy do pierwszego punktu, wysiedliśmy, zjedliśmy i się napiliśmy. Następnie pani przewodnik ogłosiła, że na górę wjedziemy kolejką, czyli takimi wagonikami, niepołączonymi ze sobą. Wszystkie były napędzane silnikiem, tylko jeden miał napęd konny. Kiedy wjechaliśmy, zobaczyliśmy zielono-żółtą ciuchcię
Pierwsze co zrobiliśmy, to kupowaliśmy pamiątki, ja kupiłam takiego ptaszka, gdy naleje się do niego wody dmucha się, a wtedy ptaszek ćwierka.
wtorek, 16 maja 2017
Piąte zwierzę
Oto Liza, mój pies, który niestety dawno temu zdechł. Liza stoi pod czarnym znakiem zapytania.
Była fajnym pieskiem, zdechła gdy miałam trzy lata. Opowiem co spowodowało jej zgon.
Gdy nie mieliśmy jeszcze gotowego ogrodzenia do lizy przychodził jakiś pies. On i liza mieli jakieś romantyczne chwile, którymi mama się martwiła, bo miałaby problem z pieskami. Ponieważ mama bardzo obawiała się piesków, zaczęła kombinować, ale tamten pies już zdążył Lizę czymś zarazić. Mama pojechała do weterynarza, by on usuną lizie to, co pozwala zajść w ciążę. Niestety, nie udało się usunąć wszystkiego, dlatego Liza wydzielała zapachy takie, które przyciągnęły tego samego psa na nowo. Znów zachorowała i wtedy zdechła...
Wiele razy płakałam za Lizą, bardzo ją kochałam. Mama mi mówi, że ona nie była moja, tylko miałam jej towarzystwo.
P.S. Jeśli chcecie wiedzieć o Lizie więcej, to się nie martwcie, miała dużo zabawnych przygód, będę je opisywać w osobnych postach.
P.S.2. Ponieważ w tamtym tygodniu nie napisałam postu o zwierzaku, to teraz zdradzę, że kolejne zwierzę to świnka morska.
sobota, 6 maja 2017
Aquariowe zoo, Aquarium, Aquariowe ptaszki
3.05.2017r. byłam w Aquarium, czyli na basenie. Jednak zanim poszłam do budynku, z tatą skierowałam się w stronę zalewu Tatar. To coś w rodzaju parku z jeziorem, bardzo mi się tam podobało, dlatego, że mieli tam ławki wyglądające jak zwierzęta. Było super! Sami zobaczcie:
Po zalewie poszłam do basenu. Przebieralnia była wspólna (czyli jedna dla pań i dla panów) co ułatwiało całą sprawę z przebieraniem, bo byłam tylko ja i tata, bez mamy. Były dwie zjeżdżalnie, jedna kręta, długa, ale wolna, druga była stroma i szybka, ale krótka. Ten basen miał 2 jacuzzi, oba identyczne. Było w nich całkiem przyjemnie. Te jacuzzi mieściły się obok jedynego basenu w, którym mogłam pływać. Umiem pływać strzałką i taką jakby podwodną żabką bez poruszania nogami, potrafię też na plecach, uczę się pływać żabką. Basen miał także rzekę (czyli mały basenik z prądem jaki występuje w rzekach, ten prąd cię pcha), ale słabą. Mimo to było bardzo fajnie!
Po basenie jeszcze raz poszłam na zalew. bawiłam się długo na lwie-ławce, ale potem poszłam dalej. oglądałam ptaszki, a ściślej mówiąc - łabędzie. Były dorosłe i były młode. Powiedziałam, że jeden jest brudny, po prostu nie zauważyłam, że jest jeszcze młody. Gdy za bardzo się do niego zbliżyłam, sykną na mnie, ale nic mi nie zrobił. Jeden był pomarańczowo-biały!
środa, 3 maja 2017
Alicja
Mama woła: "Baranku, choć tu", na to ja mówię: "Mów na niego pies, a nie Baran!" Zaraz mama powiedziała: "Ale on ma na imię Baranek", a ja się drażnię: "Pies ma na imię i... Alicja, mów na niego Alicja!", potem ze złością zasłaniam mamie ekran i koniec filmu.
wtorek, 2 maja 2017
Czwarte zwierzę
Pewnego dnia jadłam banana, jednak miał dużo czarnych kawałków, więc rzuciłam go Barankowi. I wtedy zdarzyła się rzecz przedziwna: Baran wcale nie zainteresował się bananem, a zawsze kochał jedzenie! Postanowiłam wpuścić go do domu, ledwo wszedł do domu, a zaraz zaczął się ślizgać, natomiast przed mamą łapy zupełnie mu się rozjechały! Mama od razu powiedziała, że jest chory. Po zastanowieniu pojechałyśmy z dziadkiem do weterynarza. Weterynarz powiedział, że jest chory na śmiertelną chorobę babeszjozę. Nie jest ona wcale żadka, bo przychodzi wraz z kleszczami. Dostał zastrzyk i doktor powiedział, że teraz zależy już tylko od niego czy wyzdrowieje.
różowym znakiem zapytania
Komentarze
Moi czytelnicy, bardzo by mnie uradował choć jeden komentarz, więc piszcie komentarze, jeśli nie macie nic przeciwko.
Bardzo proszę
Skansen
Wczoraj ( 01.05.2017r. ) byłam w skansenie w Maurzycach. Jechaliśmy tam autem godzinę, a po drodze widzieliśmy dwa bociany, które latały i dwa stada saren, oraz dzinozaura z dinoparku ( był oczywiście z plastiku ).
Gdy dotarliśmy na miejsce pierwszy budynek jaki zobaczyliśmy, to była szkoła podstawowa. Poprostu, niebieska chałupa z czerwonym napisem : szkoła podstawowa. W środku był dom najprawdopodobniej nauczycielki, (bo wystrój kobiecy), i jedna sala lekcyjna. Tam mogły się uczyć dzieci od 6 lat do 14 lat. Tam odbyły się zajęcia z pisania : stalówką, ale taką dziwną, z zagiętym czubkiem, piórem, niestety nie było gęsich piór z właściwego miejsca gęsi i pisaliśmy jeszcze, zaostrzonym patykiem, a do tego nie mieliśmy tuszu, tylko atrament w, którym maczaliśmy to wszystko. Na początku najłatwiej było mi pisać stalówką, ale potem patykiem.
Potem poszłam do karczmy i zjadłam pysznego kurczaka po łowicku, z nim kilka ziemniaków, sałatę i surówkę, a na kurczaku były pieczarki, też je zjadłam. Obiad był pyszny. Tata jadł żurek.
Następnie poszliśmy do innej chałupy, tam wyszywało się na materiale różne wzory z koralików, zrobiłam kwiatek i babeczkę. Podczas wyszywania tata mi przyniósł trochę ciasta drożdżowego, które było pieczone na innych zajęciach, w kturych ja nie uczestniczyłam. Były także zajęcia z robienia papierowych firanek, nie zainteresowały mnie.
Na koniec tata pokazał mi resztę skansenu, bo podczas mojego wyszywania, (które trwało dwie i pół godziny) oglądał skansen sam.
Było super!
poniedziałek, 1 maja 2017
Popiersie
Kiedyś ( w 2016 roku ) zrobiłam bałwana.
Długo stał, (tak myślę, bo nie pamiętam) jednak, po jakimś czasie przyszła wiosna, a razem z nią ciepłe dni, mój bałwan zaczął się topić...⛄🔜🤒
Pewnego dnia zobaczyłam, że resztki mojego bałwana wyglądają jak popiersie!
(Niestety zdięcie robiłam na tablecie i wyszło nie ostre...😞)
Etykiety
Archiwum
- kwietnia 2017 (11)
- maja 2017 (11)
- czerwca 2017 (6)
- lipca 2017 (6)
- sierpnia 2017 (4)
- września 2017 (3)
- października 2017 (5)
- listopada 2017 (2)
- grudnia 2017 (3)
- marca 2018 (1)
- stycznia 2019 (1)




















