ROZDZIAŁ 2
Tak, naprawdę byłam czerwona, nie przywidziało mi się! Ciekawi was czemu aż pobladłam? To dlatego, że zwierzęta, czyli między innymi KOTY widzą bardzo dobrze kolor właśnie czerwony!
-Będą mnie lepiej widzieć i prędzej czy później mnie jakiś zje!!! - krzyknęłam z przerażenia, tak, że Piki prawie ogłuchła! - Przepraszam, że tak krzyczę Piki, ale to przerażające! - znów krzyknęłm, ale ciszej niż ostatnio. - Nic nie szkodzi, wiem, że nie masz ochoty być zjedzona, po prostu to było za głośne, prawie nic nie słyszę!
- Ojej! - zmartwiłam się - musimy zdobyć aparat słuchowy dla ciebie!- powiedziałam to głośniej, bo chciałam, by przyjaciułka mnie usłyszała - Co to ten aparat słuchowy? - zapytała - To jest takie użądzenie, które wkłada się w uszy i się dzięki niemu lepiej słyszy! - Nie musimy po to iść, musimy ci pomóc odzyskać normalny kolor. - Znasz sposób!? - Mam teorię pierwszych kroków. - To super, ale musisz mnie słyszeć i z resztą innych też, a nikt nie będzie miał ochoty zdzierać dla ciebie gardła! Ja już tracę głos! - W końcu Piki dała się namówić. Chciała zejść po schodach na dół, ale ja ją powstrzymałam: Co robisz!? Przecież tymi schodami zejdziemy do nory, a na dole czeka na nas Ten kocur Tarf! No tak, ale jak inaczej? Chodź, pokażę ci! - Dobiegłam do samego końca dachu i zjechałam po rynnie na sam dół. Piki niepewnie zrobiła to samo. - Łał! Myślałam, że będzie strasznie, a to było super! - Pisnęła myszka. Pobiegłyśmy do najbliższego kiosku. Jednak w połowie drogi przypomniało mi się coś warznego: Przecież nie produkują aparatów słuchowych dla myszy! Nie?! To co my teraz zrobimy?! - zamartwiała się Piki. Wkrótce wymyśliła superową rzecz! - Zbierzemy wszystkie znajome myszy, przebierzemy się wszystkie razem za małą dziewczynkę, weźmiemy lalkę wielkości myszy i powiemy sprzedawcy, że lalka nie słyszy, dlatego potrzebuje mini aparat słuchowy, a w zamian wypędzimy mu szczury i myszy ze sklepu! Świetny pomysł! Ale skąd weźmiemy lalkę wielkości myszy!? - dopytywałam - Od właścicieli domu. - powiedziała Piki - A jak powiemy coś sprzedawcy?! Nie mówimy po polsku! Na to też mam sposób. Pójdziemy do pewnego maga mieszkającego w okolicy, on uwielbia myszy i umie z nimi rozmawiać. Poprosimy go o kilka zdań po polsku, takich zdań, byśmy mogły je wymówić kiedy będzie trzeba. Piki, jesteś genialna! - zawołałam. I tak jak mówił plan, zebrałyśmy wszystkie myszy z okolicy, poćwiczyliśmy przebieranie się w dziewczynkę, pożyczyliśmy lalkę małej córeczki właścicieli i poszłam z Piki do maga.
* * *
Weszłyśmy do malutkiej chateczki. W środku siedział starszy pan z lekkim zarostem. Przed nim stał stolik z pięknym, fioletowym obrusem.
- O, moja Pikusia! Dawno cię nie widziałem! A co to za czerwona mysz!?
Dzień dobry panu. - Piki opowiedziała mu o wszystkim. - Och, no dobrze, to jakie zdania chcecie!?
* * *
Przed kioskiem wszyscy się przebraliśmy, wzięliśmy laleczkę i weszliśmy do sklepu.
- Prosiem pana, ja bym chciała mini aparacik słuchowy, dla mojej lalecki. Wie pan, Tolcia nie słysy. Nie mam pieniendzy, bo rodzice nie dali, ale w zamian mogę wypędzic wszystkie ściury i myski! - powiedziałam - Oj dziewczyno, nie wypędzisz ich. Źróbmy tak: najpierw ja wypędzie gryzionie, a potem pan mi źrobi ten aparacik dla Tolci. Och, skoro tak nalegasz, to już je sobie wypędzaj. - Dziewczynka zagrała na flecie i nagle wszystkie poproszone przez nas gryzonie zamieszkujące ten kiosk stanęły obok dziewczynki i poszły sobie do sąsiedniego sklepu. - Niebywałe! Daj no mi tu tą Tolę, przyjdź jutro.
Nazajutrz dziewczynka odebrała lalkę i aparat słuchowy. Na Piki pasował idealnie!
- No to pora postawić pierwsze kroki do odczarowania cię z czerwonej, na szaroburą! - powiedziała myszka Piki.