Dzisiaj ujawnię wam już czwarte zwierzę, mojego psa o imieniu Baran. Nazywa się tak, bo jego rasa pilnuje owiec, a sam jest biały, zresztą to pierwszy pies z jego rodziny wzięty do domu. Był bardzo miłą niespodzianką dla mnie: raz gdy miałam cztery lata i wracałam od babci Krysi zobaczyłam małego pieska na tarasie, to był Baranek. Miał wtedy pięć tygodni i słodki malutki ogonek.
Kiedyś zabraliśmy go na wakacje, dokładnie na bazę w górach. Na tą bazę jeździmy co roku i tylko raz wzięliśmy Baranka. Baran wtedy szczekał na wszystkich, tylko nie na jedną osobę, dlatego, że ta osoba przywiozła Baranka z gór razem z moimi rodzicami, najwyraźniej zapamiętał tą osobę.
Opowiem teraz o tym co zdarzyło się nie dawno. Baran zachorował na groźną chorobę babeszjozę. Zresztą opowiem od początku.
Pewnego dnia jadłam banana, jednak miał dużo czarnych kawałków, więc rzuciłam go Barankowi. I wtedy zdarzyła się rzecz przedziwna: Baran wcale nie zainteresował się bananem, a zawsze kochał jedzenie! Postanowiłam wpuścić go do domu, ledwo wszedł do domu, a zaraz zaczął się ślizgać, natomiast przed mamą łapy zupełnie mu się rozjechały! Mama od razu powiedziała, że jest chory. Po zastanowieniu pojechałyśmy z dziadkiem do weterynarza. Weterynarz powiedział, że jest chory na śmiertelną chorobę babeszjozę. Nie jest ona wcale żadka, bo przychodzi wraz z kleszczami. Dostał zastrzyk i doktor powiedział, że teraz zależy już tylko od niego czy wyzdrowieje.
Pewnego dnia jadłam banana, jednak miał dużo czarnych kawałków, więc rzuciłam go Barankowi. I wtedy zdarzyła się rzecz przedziwna: Baran wcale nie zainteresował się bananem, a zawsze kochał jedzenie! Postanowiłam wpuścić go do domu, ledwo wszedł do domu, a zaraz zaczął się ślizgać, natomiast przed mamą łapy zupełnie mu się rozjechały! Mama od razu powiedziała, że jest chory. Po zastanowieniu pojechałyśmy z dziadkiem do weterynarza. Weterynarz powiedział, że jest chory na śmiertelną chorobę babeszjozę. Nie jest ona wcale żadka, bo przychodzi wraz z kleszczami. Dostał zastrzyk i doktor powiedział, że teraz zależy już tylko od niego czy wyzdrowieje.
Po drugiej wizycie u weterynarza mama i tata robili mu kroplówkę trzy razy, bo nie chciał jeść, zato u weterynarza Baran przeżył jeszcze dwie kroplówki. Powoli zdrowiał. Rodzice kupili mu obrożę przeciw pchelnom ( mama mówi, że można ją dotykać ). Na koniec, za wyzdrowienie Baranka kupiłam mu z mamą sznur do przeciągania i piłkę z dziurami, dzała w ten sposób: w te dziury wkłada się smakołyki dla psów i pies próbóje je wyciągnąć.
Baran stoi pod
różowym znakiem zapytania
różowym znakiem zapytania
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz