wtorek, 27 czerwca 2017

O tym jak zostałam Stokrotką

Wczoraj zakończyła się bardzo fajna, kilkudniowa przygoda, której nigdy nie zapomnę. Postanowiłam napisać o niej opowiadanie.
    
                             Oto ono:

           O tym jak zostałam Stokrotką

Byłam głodna, szukałam pożywienia, ale ze znalezieniem go było trudno, bo w pobliżu kręciły się koty i pies. Przedzierałam się przez trawę i nagle... poczułam wspaniałą woń   j e d z e n i a ! Nie były to owady, ślimaki czy grzyby, to było coś, czego nigdy nie jadłam, coś czego myszy nie jedzą, a pachniało pysznie. Postanowiłam sprawdzić, co tak pachnie. Szłam za zapachem i okazało się, że wychodzi on z jakiejś nory w bardzo dziwnym kształcie. Po prostu trójkąt na kwadracie. Przemknęłam szybko przez tę dziwaczną budowlę, szybko, bo nie chciałam by wielkie, ponad metrowe stwory, chodzące na dwóch łapach siedzące w tej norze, mnie zauważyły. Wbiegłam pod coś  białego i zimnego. To z tego dochodził pyszny zapach jedzenia! Niestety jedzenie było w środku, a to coś było zamknięte. Było o wiele ode  mnie większe, dlatego nie mogłam tego otworzyć... postanowiłam dalej szukać jedzenia. Wyszłam  spod tego, ale nie na otwartą przestrzeń, tylko do tunelu! Jedna jego ściana, to była po prostu ściana, ale z drugą ścianą było inaczej, bo była z jakiegoś pięknie oszlifowanego drewna. Te stwory nazywały to: tyłem szafek. Szłam tym tunelem prosto, potem skręciłam. W końcu przecisnęłam się przez szparę na końcu tunelu i znalazłam się w wąskiej otwartej przestrzeni. Z jednej strony było coś dużego, drewnianego i starego, ponoć to nazywa się kredans. Z drugiej strony miałam tak zwaną ,,zmiwarkę". Znalazłam się więc między kredansem a zmiwarką. Za mną była ściana, a przede  mną jakieś papierowe kubki i płyny. Kręciłam się trochę, więc robiłam mały hałas. Nagle jedno z tych dwułapnych stworzeń podeszło do mnie i świecąc mi w oczy dziwnym świecidłem, patrzyło na mnie z góry. To był chyba samiec. Stworzenie odeszło i przyprowadziło drugie, myślę, że samicę. Zaraz podbiegło krzycząc jakieś dziecko, ale nie źrebak, nie cielę, ani szczenię, nawet nie warchlak! Nie wiem co to było. Przestraszyłam się. Po chwili znów weszłam do tunelu, a samica powoli wyjmowała płyny i kubki ze szpary, chyba po to, by to dziwne dziecko mogło mnie schwytać w szmatę!! Ale się zdziwiło, gdy odkryło, że mnie nie ma!:) Ono i samica szukały mnie pod kredansem. Ja jednak nadal byłam głodna, dlatego wychyliłam tylko głowę, aby wciągnąć w tunel kasztan, leżący między zmiwarką a kredansem. Wtedy te istoty zauważyły mnie i nie mogły uwierzyć, że dałam radę wcisnąć się za zmiwarkę. Postanowiły wyciągnąć mnie stamtąd jedzeniem. Między zmiwarką i kredansem samica położyła musli i kawałki sera. Musli mnie nie zainteresowało, ale ser owszem. Przed musli i serem siedziało dziecko na czymś co nosi nazwę ,,pufia", więc musiałam działać szybko. Kilka razy porwałam serek, a za pierwszym razem dziecko zrobiło mi kilka zdięć. Po zjedzeniu tych kilku serków, musli i pozostałe serki dziecko włożyło do pudełka, a pudełko położyło na końcu szczeliny, w której mnie znaleziono. Ale wredna ta rodzina! Potem położono pudełko pod kredansem! Chciałam zjeść jeszcze jeden serek, ale dziecko zaczęło mnie łapać, więc musiałam pobiec do tego czegoś białego, zimnego i dużego, a następnie wejść pod to i znowu przejść tunelem!!! Potem jeszcze raz spróbowałam zwinąć serek, byłam pod kredansem gdy dziecko zaczęło zasłaniać szczelinę do tunelu szmatą, przestraszyłam się, że nie zdążę wrócić, więc zostawiłam serek i w ostatniej chwili czmychnełam do swojej kryjówki.

#                                   #                                  #


Słyszałam jakąś gadkę o pułapce na żywą mysz. Nie wiedziałam co to miało znaczyć, ale słuchałam dalej: Mamo, zróbmy teraz tę pułapkę na żywą mysz. Dobrze. Tata, przynieś nam głębokie wiadro, stołek i drewienko! - ten tata przyniósł co trzeba było i spytał się do czego jest potrzebne. Potem samica wytłumaczyła mu wszystko. - Chodzi o to, by myszka weszła po desce, (którą natrzemy serem) na stołek. Tam będzie tunel zrobiony z rolki po ręczniku papierowym, ustawiony tak, żeby jedna jego połowa sterczała w powietrzu, a druga leżała na stołku. Na końcu  położymy serek. Mysz pójdzie po niego, obciąży rolkę i spadnie do wiadra, które będzie pod zwisającą częścią tunelu.- Postanowiłam omijać tę  pułapkę. I nawet udało mi się w nią nie wpaść!!!☺

#                                  #                                   #

Następnym razem zobaczyłam to dziecko w pomieszczeniu zwanym tualeta!🚽 Wbiegłam do tualety przez szparę w drzwiach. Szybko wybiegłam z tualety, dziecko też, potem razem z samcem i samicą szukali mnie, ale ja się ukryłam i nie powiem gdzie!

#                                  #                                   #

Następna chwila nie była miła. Ja szukam jedzenia i tu nagle jakiś kot mnie goni!!! Uciekałam, ale byłam zmęczona po tych kilku dniach i kot mnie złapał... Następnie poszedł do samicy się pochwalić, że złapał mysz!!!🐭😤😭 Miałam mało siły, ale wierciłam się, żeby uciec, a w międzyczasie samica chciała wypuścić kota ze mną w pysku na dwór, ale kot uciekł, dziecko zaczęło gonić kota i krzyczeć, by mnie zostawił (chyba jednak mam  zaufanie do tego dziecka). Ja w zamieszaniu zdążyłam się wymknąć, kot pobiegł pod łóżko, dziecko po miotłę, żeby wypędzić kota z pod łóżka, a samica wzięła szmatę, by dziecko mnie przez nią złapało, ale gdy przyszły ja byłam dobrze schowana.

#                                 #                                    #

Ukrywałam się przed drugim kotem i nagle samiec obrócił pudło do góry nogami i mnie w nim uwięził! Zawołał resztę i niespodziewanie pod nogi podsuwa mi się coś, co dziecko, samica i samiec nazwali ,,liustrem“. Trochę przez chwilę trzęsło, a potem pudło odwróciło się do właściwej pozycji, zaraz po tym liustro zdjęto, dziecko cyknęło mi kilka zdjęć i samica wyrzuciła mnie z pudła pod płot w krzaki. Usłyszałam już tylko to, że dziecko nadało mi imię ,,Stokrotka"

                            POSŁOWIE

Ponieważ opowiadanie nie było napisane w zwykły sposób, postanowiłam wyjaśnić kilka spraw.
  To opowiadanie  było pisane  z punktu widzenia małej myszki, którą miałam przez kilka dni w domu. Kilka rzeczy musiałam wymyślić, np.: jak mysz tu weszła, kiedy uciekła kotu. I muszę oczywiście dodać, że nie wiem, czy słyszała wymyślone dla niej imię i czy słyszała rozmowę o pułapce.

                                                       Małgosia

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Dwudniowa wycieczka cz. 4

Dziś skończę opowiadać o dwudniowej wycieczce, chociaż zostały jeszcze trzy atrakcje.

Wyjechaliśmy z hotelu się w kierunku Centrum Leonardo Dah Vinci. Kiedy dotarliśmy na miejsce wysiedliśmy z autokaru i poszliśmy do Centrum Leonardo Dah Vinci. Tam było mnóstwo różnych  i wspaniałych wynalazków. Była taka mini ściana złożona z takich jakby śrubek, tylko te śrubki miały główki z obu stron. Kiedy przyciskało się do tego np. rękę, po drugiej stronie odbijał się właśnie kształt ręki. Były płuca, zdrowe i niezdrowe. Naciskało się taki przycisk, a płuca się ruszały. Można było biegać w kołowrotku jak chomik i sprawdzać jak długo się wytrzymało. Były wyścigi ze światłem, włączał się start i trzeba było biec na wyścigi z niebieską liną światła. Były jeszcze stare piłkażyki, tylko z jednym ludzikiem! Widziałam także krzywe lustra, oraz masę innych wynalazków, których niestety nie umiem opisać.😡

Następny kierunek to Jaskinia Raj! Nie zrobiłam w niej żadnych zdjęć, bo nie wolno było... Szliśmy kawałek przez las, a potem ukazało się nam wejście do jaskini,            pamiątki i lody. Wchodziliśmy grupami, ja się załapałam do klasy a. Było zimno, ja to w jaskiniach. Pani przewodniczka pokazywała nam stalaktyty i stalakmity w różnych kształtach np.: żabę, Św. Mikołaja, sowę, marchewkę itp.
  Na początku, przed wejściem do jaskini, pani opowiadała o jaskiniowcach i o tego typu rzeczach. Potem kupowaliśmy pamiątki.  
   Jaskinia Raj podobała mi się najbardziej.😀

Zostało już tylko muzeum zabawek. Cieszyłam się na nie, ale był przewodnik, dlatego mniej mi się podobało. Podobno to muzeum zabawek jest najstarsze w polsce!👵  Był tam pierwszy miś na świecie! Pani nam powiedziała, że kiedyś prezydent o imieniu Tedy (nie pamiętam jaki, ale nie polski) nakazał uratować małego niedżwiadka i dlatego jakaś girma zabawek wyprodukowała pierwsze misie na świecie, nazwali ja tedybear, czyli imieniem prezydenta i nazwą niedźwiedź.
Widziałam teatrzyk cieni i zestaw do robienia cherbaty z prawdziwego złota! Zobaczyłam stare radio i powiedziałam, że mam takie w domu, a pani odpowiedziała, że mam antyk. Było też tam takie śmieszne krzesło. Czuli przestrzemne drewniane kółko ze sznurkami przywiązanymi do siebie.

Pojechaliśmy na obiad i wróciliśmy do domu. Gdy wysiadłam z autokaru, zaczęło mi czegoś brakować. Ale to uczucie szybko minęło.

To już koniec,     PA!🙋

wtorek, 20 czerwca 2017

Ostatnie (dziesiąte) zwierzę

Dzisiaj będzie koniec, jeśli chodzi o ujawnianie moich zwierząt, bo to zwierzę, które dziś wam przedstawię, jest ostatnie (ale nie zapominajcie, że zawsze jedno może mi zdechnąć, albo przybyć). Dzisiaj również wyjaśni się, dlaczego mój blog nazywa się ,,Pod Papugą‘‘. Otóż nazywa się tak, bo ja mam właśnie papugę, a gdy zaczynałam pisać tego bloga, to ona siedziała na karniszu i byłam włącznie z blogiem pod nią. Teraz już tam nie siedzi dlatego, że ona ciągle robiła kupy gdzie popadnie pod tym karniszem, więc czekam na to, by mama wreszcie wymyśliła, co pod nim zawiesić.
Papuga ma na imię Kolorina i jest papugą falistą. Mam ją od dłuższego czasu, ale jeszcze nie jest oswojona. Od niedawna gadam z nią co wieczór i robi postępy w oswajaniu. Uczę ją mówić. Na razie uczę ją mniej więcej takiego dziwięku: cu, cu , cu, cu, cu, cu.
Kolorina trafiła do nas normalnie. Pojechaliśmy do Tulipana, do zoologa. Tam kupiłam papugę za 40 złotych. Kupiłam też jej poidło, ale przeciekało więc je wrzuciłam.
Wiecie co! Tak często mówimy na Kolorinę papuga lub puga, że tata raz zapomniał jak się nazywa!🤔🐦
Nie mam już więcej do powiedzenia o Kolorinie, dlatego na tym kończę.

czwartek, 15 czerwca 2017

Dziewiąte zwierzę

Dzisiaj opowiem o Puśce, moim króliku, który niestety już nie żyje. Stoi pod zielonym znakiem zapytania.  Mogłabym o niej opowiadać i opowiadać, ale nie mam cierpliwości by tak długo pisać ten post, dlatego opowiem, jak zdechła i jak śmiesznie do nas trafiła.
Kiedyś chodziłyśmy z mamą po sklepach, w tym i po sklepie zoologicznym. W nim był taki uroczy króliczek. Nie udało mi się namówić mamy by go kupić (ten króliczek zauroczył też moją mamę). Ale następnym razem mama się zgodziła, ale tata NIE! Dlatego mama zapłaciła za tego królika pół tego ile kosztował (bo w ten sposób zarezerwowałyśmy Puśkę, czyli, że nikt oprócz nas nie może jej wziąć). Poszłyśmy do samochodu udając smutne, bo tata miał nic nie wiedzieć o króliku, póki go nie weźmiemy. Gdy tata był w pracy, ja, mama i dziadek pojechaliśmy po Puśkę. Odebraliśmy ją bardzo szczęśliwi. Ale, trzeba było kupić jej od razu miskę, kuwetę i klatkę, rzecz jasna. Tata wrócił do domu i zastał w nim Puśkę! Był zły, gdy o niej mówiłyśmy i gdy trzeba było jej kupić jedzenie. Ale kupował jedzenie.
Pewnego dnia Puśka zrobiła się spokojniejsza i mniej jadła, zaczęłyśmy się niepokoić. Mama robiła jej masaże, i z dziadkiem zaczęli jeździć z nią do lekarza. Po ostatniej wizycie było jej lepiej, jednak tego samego dnia zdechła. Tęsknię...

piątek, 9 czerwca 2017

Dwudniowa wycieczka cz. 3

Dzisiaj napiszę dalszy ciąg mojej historii o dwudniowej wycieczce.

Gdy dojechaliśmy do hotelu, pierwsze co zrobiliśmy, to podostawaliśmy nasze pokoje. Byliśmy podzieleni tak, by chłopcy nie byli w pokojach z dziewczynami. Ja byłam w pokoju z czterema innymi osobami. Wyobraźcie sobie, że tylko my mieszkałyśmy na tym piętrze!
🚺🚹🚺🚹🚺🚹🚺🚹🚺🚹🚺🚹🚺

                       👧👩👱💁💇

Nasz pokój był pięcio osobowy, a właściwie to nie był pokój, bo po otworzeniu drzwi ukazywał się malutki korytarzyk. Pierwsze drzwi w korytarzyku prowadziły do pokoju trzyosobowego, drugie do łazienki, a ostatnie do pokoju dwuosobowego. Ja i osoba z którą siedziałam w autokarze spałyśmy razem w pokoju dwuosobowym, natomiast pozostałe dziewczyny spały w pokoju trzyosobowym. Zdradzę wam w tajemnicy, że boję się, a przynajmniej bałam spać poza domem nie w rodzinnym miejscu. Czyli na przykład jak śpię u babci i dziadka albo u cioci to nie Boję się spać jednak jak spałam u koleżanek to wtedy się bałam. Dlatego postanowiłam że przed snem zadzwonię do mamy tak już przed snem czyli, że kiedy będę w łóżku i w piżamie. Ale niestety w całym hotelu nie było zasięgu, no może w tym hotelu był zasięg,ale na pewno nie było go w naszym pokoju, poza tym w wielu miejscach też. Ale jeszcze nie pora spania, natomiast pora na to by zjeść obiadokolacje. Na początek wszystkie dziewczyny z naszego pokoju, razem ze mną oczywiście, poszły na zbiórkę na górze. Potem poszliśmy całą grupą, czyli dwoma klasami na stołówkę. Nie chcę komentować hotelu, ale muszę powiedzieć,że kompot i zupa były wodniste. A poza tym bardzo ładna stołówka. Zresztą spania i toaleta też były przepiękne. Po pysznym obiedzie wróciliśmy do pokojów, rospakowaliśmy się do końca i postanowiłyśmy z koleżankami robić imprezę, ale możliwe że ta impreza miała być przed obiadokolacją, ale już nie pamiętam, zresztą mniejsza z tym, impreza i tak się nie odbyła, wszystko się potaśtało. Byłam smutna i bardzo chciałam zadzwonić do mamy, ale nie było zasięgu, a to dziwne, bo wcześniej dzwoniłam bez problemu. Bardzo się denerwowałam, że nie uda mi się zasnąć, ale moje koleżanki z pokoju trzyosobowego pomogły mi, jedna powiedziała, że druga za złotówki sprzedaje gluty, które kupiła wcześniej na Świętym Krzyżu. Oczywiście jednego gluta od niej kupiłam. Bawiłam się nim i się stresowałam, chciałam bardzo zagrać w gry które zabrałam ze sobą, ale jakoś nie zagraliśmy w nie. Późnym wieczorem postanowiłam się przenieść do tych moich trzech koleżanek, ale gdy przyszła pani ,powiedziała, że ta jedna dziewczyna, która została w dwuosobowym pokoju będzie sama i będzie się mimo wszystko trochę bała, więc ja znowu się przeniosłam, tym razem na moje dawne miejsce, które stało się moim stałym miejscem, pani przyszła i mnie uspokoiła, ja zasnęłam bez problemu. Innymi słowy noc minęła bardzo dobrze. Obudziliśmy się o 7:00, bo właściwie taka godzina była ustalona, pierwsze co robiliśmy, to zaczęliśmy się pakować. Następnie poszliśmy na śniadanie, też było pyszne, ale najlepsze w nim było to, że sami sobie robiliśmy kanapki. Dokończyliśmy pakowanie się i przygotowaliśmy się do odjazdu z hotelu. Ale to wcale nie był koniec naszego pobytu w hotelu, mieliśmy wrócić do niego na obiad, a potem jechać już do justynowa, czyli do domu.

Na tym kończę moją dzisiejszą relację.
                                 Pa!🙋

P.S. rano okazało się, że zasięg był u innych moich koleżanek w toalecie! Miały więc dużą ilość ,,gości‘‘.

wtorek, 6 czerwca 2017

Siódme i ósme zwierzę

Bardzo przepraszam, że tak długo nie pisałam na moim blogu, ale miałam ważny konkurs i nie miałam głowy do pisania bloga.
Dziś przedstawię wam dwa zwierzęta, moje dwie świnki morskie: Lorkę i Fili. Obie stoją pod różowym znakiem zapytania.
Lorka i Fili trafiły do mnie razem, czasem mi się wydaje, że są siostrami, ale nimi nie są. Fili jest czarno-szara, a Lorka kolorowa, jest pomarańczowa biała i czarna. Zaraz opowiem wam jak do mnie trafiły.
Kiedyś, gdy tata przyjechał odebrać mnie z zajęć teatralnych, spytał czy chciałabym mieć nowe dwie świnki morskie. Oczywiście się zgodziłam i biegałam po całej sali uradowana.🏃🏃🏃🏃🏃🏃🏃 Po zajęciach pojechaliśmy do dziadków, bo to właśnie w ich bloku mieszkała rodzina od której miałam wziąć Lorkę i Fili. Szybko poszłam do tej rodziny i dowiedziałam się, że chcą wydać świnki, bo pani ma na nie uczulenie. Spakowali wszystko co było związane ze świnkami i nawet pół grosza nie chcieli!💱 Świnki były przewożone w bardzo śmiesznych kontenerkach. Przed podróżą do domu dziadek powiedział mi, że spotkał pana w windzie i dowiedział się o świnkach, pan spytał dziadka, czy zna kogoś, kto je weźmie. Dziadek zadzwonił do nas, spytać się czy znamy kogoś takiego. Gdy wróciłam do domu, mama mi powiedziała, że chodziła za tatą, póki się nie zgodził.
Fili na początku miała na imię Tusia, ale nie podobało mi się, więc zmieniłam na Fili, a Lorka, to zawsze była Lorką.

Etykiety

😿 (1) Alicja (1) Anglia (1) Aquarium (2) atrakcje (2) auto (1) babcia (1) babeszjoza (1) bałwan (1) Baran (2) Baranek (2) basen (2) Baśniobór (1) Bigben (2) boa dusiciel (1) brat (1) budzik (1) chatka (1) choinka (1) choroba (1) ciasto (1) ciemność (1) coś dziwnego (1) CzarCzerwieni (5) czarna pantera (1) czarne pantery (1) czary (3) czerwień (3) czerwony (3) deszcz (1) Dino (1) DIY (2) domek (1) dwa dni (1) dwudniowa wycieczka (4) dziadek (1) dzikie zwierzęta (1) dzwoneczek (1) film (2) filmiki (1) filmy (2) Flying Tiger (1) fotel (1) fotele (1) gad (1) godzina (1) gość (1) góry (4) Góry Świętokrzyskie (1) guzik (1) guziki (1) hotel (2) impreza (1) insragram (1) kawa (1) kawa inka (1) kina (1) kino (1) komentarze (1) kot (5) koty (7) Kraków (1) króliczek (1) królik (1) kryminały (1) książka (6) książki (1) Lejdi (1) lisy (1) lodowisko (1) London (1) Londyn (3) lotnisko (1) łabędzie (1) łańcuch pokarmowy (1) łapka (1) łyżwy (2) majonez (1) Miedźno (1) miód (1) most (1) muzeum (2) muzeum zabawek (1) mysz (5) myszka (3) myszo-coś (1) myszy (3) nauka (1) nie mam czasu (1) o mnie (1) opowiadanie (5) opowieść (3) pantera (1) pantery (1) papuga (2) papugarnia (1) papugi (1) papupapi (1) piąte zwierzę (1) pierniki (1) pies (3) płotek (1) pływanie (1) popiersie (1) posąg (1) poszukiwana (1) prąd (2) prezenty (1) psy (2) ptak (1) ptaki (1) rowery (1) rozdział (2) samolot (2) sarny (1) siostra (1) skansen (1) sklep (1) Smok Wawelski (1) social media (1) sola (1) spacer (1) spanie (1) starodawni ludzie (1) StJanesPark (1) Stokrotka (1) stokrotki (1) szkoła (2) śmiertelna choroba (1) śmieszne chistoryjki (2) śmieszne zwierzęta (3) śnieg (1) świeczki (2) świnki morskie (3) targiksiążek (1) Tiger (1) Tigra (5) torebki (1) Toruń (1) Tygrys (1) urodziny (2) Vip (1) wakacje (3) warsztaty (1) wąż (1) wąż dusiciel (1) WC (1) weterynarz (1) wędrówki (1) więź (1) wiosna (1) woda (1) wycieczka (4) wyjazd (1) wyprawa (1) zabawki (1) zaginięcie (1) zające (1) zajęcia (2) zalew Tatar (1) zegar (1) zima (1) złamanie (1) zoo (1) zwierzę (7) zwierzęta (16)