Wczoraj zakończyła się bardzo fajna, kilkudniowa przygoda, której nigdy nie zapomnę. Postanowiłam napisać o niej opowiadanie.
Oto ono:
O tym jak zostałam Stokrotką
Byłam głodna, szukałam pożywienia, ale ze znalezieniem go było trudno, bo w pobliżu kręciły się koty i pies. Przedzierałam się przez trawę i nagle... poczułam wspaniałą woń j e d z e n i a ! Nie były to owady, ślimaki czy grzyby, to było coś, czego nigdy nie jadłam, coś czego myszy nie jedzą, a pachniało pysznie. Postanowiłam sprawdzić, co tak pachnie. Szłam za zapachem i okazało się, że wychodzi on z jakiejś nory w bardzo dziwnym kształcie. Po prostu trójkąt na kwadracie. Przemknęłam szybko przez tę dziwaczną budowlę, szybko, bo nie chciałam by wielkie, ponad metrowe stwory, chodzące na dwóch łapach siedzące w tej norze, mnie zauważyły. Wbiegłam pod coś białego i zimnego. To z tego dochodził pyszny zapach jedzenia! Niestety jedzenie było w środku, a to coś było zamknięte. Było o wiele ode mnie większe, dlatego nie mogłam tego otworzyć... postanowiłam dalej szukać jedzenia. Wyszłam spod tego, ale nie na otwartą przestrzeń, tylko do tunelu! Jedna jego ściana, to była po prostu ściana, ale z drugą ścianą było inaczej, bo była z jakiegoś pięknie oszlifowanego drewna. Te stwory nazywały to: tyłem szafek. Szłam tym tunelem prosto, potem skręciłam. W końcu przecisnęłam się przez szparę na końcu tunelu i znalazłam się w wąskiej otwartej przestrzeni. Z jednej strony było coś dużego, drewnianego i starego, ponoć to nazywa się kredans. Z drugiej strony miałam tak zwaną ,,zmiwarkę". Znalazłam się więc między kredansem a zmiwarką. Za mną była ściana, a przede mną jakieś papierowe kubki i płyny. Kręciłam się trochę, więc robiłam mały hałas. Nagle jedno z tych dwułapnych stworzeń podeszło do mnie i świecąc mi w oczy dziwnym świecidłem, patrzyło na mnie z góry. To był chyba samiec. Stworzenie odeszło i przyprowadziło drugie, myślę, że samicę. Zaraz podbiegło krzycząc jakieś dziecko, ale nie źrebak, nie cielę, ani szczenię, nawet nie warchlak! Nie wiem co to było. Przestraszyłam się. Po chwili znów weszłam do tunelu, a samica powoli wyjmowała płyny i kubki ze szpary, chyba po to, by to dziwne dziecko mogło mnie schwytać w szmatę!! Ale się zdziwiło, gdy odkryło, że mnie nie ma!:) Ono i samica szukały mnie pod kredansem. Ja jednak nadal byłam głodna, dlatego wychyliłam tylko głowę, aby wciągnąć w tunel kasztan, leżący między zmiwarką a kredansem. Wtedy te istoty zauważyły mnie i nie mogły uwierzyć, że dałam radę wcisnąć się za zmiwarkę. Postanowiły wyciągnąć mnie stamtąd jedzeniem. Między zmiwarką i kredansem samica położyła musli i kawałki sera. Musli mnie nie zainteresowało, ale ser owszem. Przed musli i serem siedziało dziecko na czymś co nosi nazwę ,,pufia", więc musiałam działać szybko. Kilka razy porwałam serek, a za pierwszym razem dziecko zrobiło mi kilka zdięć. Po zjedzeniu tych kilku serków, musli i pozostałe serki dziecko włożyło do pudełka, a pudełko położyło na końcu szczeliny, w której mnie znaleziono. Ale wredna ta rodzina! Potem położono pudełko pod kredansem! Chciałam zjeść jeszcze jeden serek, ale dziecko zaczęło mnie łapać, więc musiałam pobiec do tego czegoś białego, zimnego i dużego, a następnie wejść pod to i znowu przejść tunelem!!! Potem jeszcze raz spróbowałam zwinąć serek, byłam pod kredansem gdy dziecko zaczęło zasłaniać szczelinę do tunelu szmatą, przestraszyłam się, że nie zdążę wrócić, więc zostawiłam serek i w ostatniej chwili czmychnełam do swojej kryjówki.
# # #
Słyszałam jakąś gadkę o pułapce na żywą mysz. Nie wiedziałam co to miało znaczyć, ale słuchałam dalej: Mamo, zróbmy teraz tę pułapkę na żywą mysz. Dobrze. Tata, przynieś nam głębokie wiadro, stołek i drewienko! - ten tata przyniósł co trzeba było i spytał się do czego jest potrzebne. Potem samica wytłumaczyła mu wszystko. - Chodzi o to, by myszka weszła po desce, (którą natrzemy serem) na stołek. Tam będzie tunel zrobiony z rolki po ręczniku papierowym, ustawiony tak, żeby jedna jego połowa sterczała w powietrzu, a druga leżała na stołku. Na końcu położymy serek. Mysz pójdzie po niego, obciąży rolkę i spadnie do wiadra, które będzie pod zwisającą częścią tunelu.- Postanowiłam omijać tę pułapkę. I nawet udało mi się w nią nie wpaść!!!☺
# # #
Następnym razem zobaczyłam to dziecko w pomieszczeniu zwanym tualeta!🚽 Wbiegłam do tualety przez szparę w drzwiach. Szybko wybiegłam z tualety, dziecko też, potem razem z samcem i samicą szukali mnie, ale ja się ukryłam i nie powiem gdzie!
# # #
Następna chwila nie była miła. Ja szukam jedzenia i tu nagle jakiś kot mnie goni!!! Uciekałam, ale byłam zmęczona po tych kilku dniach i kot mnie złapał... Następnie poszedł do samicy się pochwalić, że złapał mysz!!!🐭😤😭 Miałam mało siły, ale wierciłam się, żeby uciec, a w międzyczasie samica chciała wypuścić kota ze mną w pysku na dwór, ale kot uciekł, dziecko zaczęło gonić kota i krzyczeć, by mnie zostawił (chyba jednak mam zaufanie do tego dziecka). Ja w zamieszaniu zdążyłam się wymknąć, kot pobiegł pod łóżko, dziecko po miotłę, żeby wypędzić kota z pod łóżka, a samica wzięła szmatę, by dziecko mnie przez nią złapało, ale gdy przyszły ja byłam dobrze schowana.
# # #
Ukrywałam się przed drugim kotem i nagle samiec obrócił pudło do góry nogami i mnie w nim uwięził! Zawołał resztę i niespodziewanie pod nogi podsuwa mi się coś, co dziecko, samica i samiec nazwali ,,liustrem“. Trochę przez chwilę trzęsło, a potem pudło odwróciło się do właściwej pozycji, zaraz po tym liustro zdjęto, dziecko cyknęło mi kilka zdjęć i samica wyrzuciła mnie z pudła pod płot w krzaki. Usłyszałam już tylko to, że dziecko nadało mi imię ,,Stokrotka"
POSŁOWIE
Ponieważ opowiadanie nie było napisane w zwykły sposób, postanowiłam wyjaśnić kilka spraw.
To opowiadanie było pisane z punktu widzenia małej myszki, którą miałam przez kilka dni w domu. Kilka rzeczy musiałam wymyślić, np.: jak mysz tu weszła, kiedy uciekła kotu. I muszę oczywiście dodać, że nie wiem, czy słyszała wymyślone dla niej imię i czy słyszała rozmowę o pułapce.
Małgosia

