Długo myślałam nad tym, czy pojechać, ponieważ mam problemy ze spaniem poza domem bez rodziców. Postanowiłam, że pojadę.
Zbiórka była pod szkołą, 10 maja, o 7.50. Sporo osób miało walizki. Ja byłam w parze z moją koleżanką (nie zdradzę imienia nikogo, nawet tej koleżanki). Wkrótce już wkładaliśmy bagaże, w których są: ubrania, szczoteczki itp., do luku.
Pojechaliśmy, Okazało się, że z panią przewodnik. Pani przewodnik opowiadała różne rzeczy podczas jazdy.
Pierwszym punktem był czerwony krzyż, w Górach Świętokrzyskich. Gdy już dotarliśmy do pierwszego punktu, wysiedliśmy, zjedliśmy i się napiliśmy. Następnie pani przewodnik ogłosiła, że na górę wjedziemy kolejką, czyli takimi wagonikami, niepołączonymi ze sobą. Wszystkie były napędzane silnikiem, tylko jeden miał napęd konny. Kiedy wjechaliśmy, zobaczyliśmy zielono-żółtą ciuchcię
Jednak przed ciuchcią widziałam wierzę przekaźnikową.
Pierwsze co zrobiliśmy, to kupowaliśmy pamiątki, ja kupiłam takiego ptaszka, gdy naleje się do niego wody dmucha się, a wtedy ptaszek ćwierka.
Poszliśmy do klasztoru. Mi się nudziło. Potem znów był postój na pamiątki. Następnie po drodze gdy schodziliśmy, zeszliśmy na taras widokowy.
Oto widok:
Dalej już tylko schodziliśmy, a kiedy doszliśmy do autokaru pojechaliśmy po następną przygodę, tę przygodę opiszę 19 maja. Pa, pa!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz