Wczoraj ( 01.05.2017r. ) byłam w skansenie w Maurzycach. Jechaliśmy tam autem godzinę, a po drodze widzieliśmy dwa bociany, które latały i dwa stada saren, oraz dzinozaura z dinoparku ( był oczywiście z plastiku ).
Gdy dotarliśmy na miejsce pierwszy budynek jaki zobaczyliśmy, to była szkoła podstawowa. Poprostu, niebieska chałupa z czerwonym napisem : szkoła podstawowa. W środku był dom najprawdopodobniej nauczycielki, (bo wystrój kobiecy), i jedna sala lekcyjna. Tam mogły się uczyć dzieci od 6 lat do 14 lat. Tam odbyły się zajęcia z pisania : stalówką, ale taką dziwną, z zagiętym czubkiem, piórem, niestety nie było gęsich piór z właściwego miejsca gęsi i pisaliśmy jeszcze, zaostrzonym patykiem, a do tego nie mieliśmy tuszu, tylko atrament w, którym maczaliśmy to wszystko. Na początku najłatwiej było mi pisać stalówką, ale potem patykiem.
Potem poszłam do karczmy i zjadłam pysznego kurczaka po łowicku, z nim kilka ziemniaków, sałatę i surówkę, a na kurczaku były pieczarki, też je zjadłam. Obiad był pyszny. Tata jadł żurek.
Następnie poszliśmy do innej chałupy, tam wyszywało się na materiale różne wzory z koralików, zrobiłam kwiatek i babeczkę. Podczas wyszywania tata mi przyniósł trochę ciasta drożdżowego, które było pieczone na innych zajęciach, w kturych ja nie uczestniczyłam. Były także zajęcia z robienia papierowych firanek, nie zainteresowały mnie.
Na koniec tata pokazał mi resztę skansenu, bo podczas mojego wyszywania, (które trwało dwie i pół godziny) oglądał skansen sam.
Było super!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz