Słuchajcie, w poście o Tigrze, moim kotku było zdjęcie Tigry w gipsie. Dzisiaj Kotka chodzi z podkulonął łapką. Mam nadzieję, że tym razem ją sobie tylko zwichnęła, a nie złamała.🙀 Gdy tata wróci z pracy pojedziemy z nią do weterynarza.
czwartek, 24 sierpnia 2017
sobota, 19 sierpnia 2017
Moja książka pt. ,,Czar Czerwieni" rozdział 5
Nie mogłam uwierzyć, że Panta, która kolegóje się z myszkami znalazła się tam gdzie mają zamiar je zjeść. Piki uwolniła ją i zadała jej to samo pytanie.
- Powiem ci gdy usiądziemy przy cieplutkim ognisku. Dlaczego CI? Jestem razem z tą czerwoną myszą. Ach tak. To powiem WAM. - poprawiła się Panta. Doszłyśmy do naszych plecaków, a w drodze opowiedziałyśmy Kotce całą chistorię. - Dobra, teraz moja kolej - stwierdziła Panta. Rozpaliłyśmy ognisko i kotka zaczęła opowiadać. - To było miesiąc temu. Szłam w nocy po polu. Szukałam dobrego miejsca na spanie. Nagle usłyszałam trzepot skrzydeł, a przede mną usiadł wielki myszołów. Powiedział: Witaj, obserwuję cię od jakiegoś czasu i wydajesz się idealna do tej roboty.- Ja się pytam do jakiej roboty, a ptak tylko mówi: Chodź, to zobaczysz.- Wolałam nie ryzykować, ale bardzo byłam ciekawa, co to za praca, a to w końcu tylko ptak, gdy będzie potrzeba zaatakuję go. Pobiegłam za myszołowem. W pewnym momencie powiedział, że to tu. Stanęłam, a wtedy otoczyły mnie koty i związały. Okropna kotka, która w tej chatce przemawiała do któw zwróciła się do mnie: Zainteresowana jesteś pracą? Jeśli tak, to od razu mówię, że masz zawierać przyjaźnie z myszami, a następnie łapać je i przynosić nam, ale mają być żywe! Jeśli cię to nie interesuje zostaniesz zjedzona przez bandę myszołowów.- Zapytałam się czemu mają być żywe, a ona na to: Mamy zamiar zrobić zupę myszową, żeby pysznie smakowała, myszy nie mogą być martwe przed wżuceniem do zupy. A czemu pomaga wam myszołów? Bo jego rodzina też jest głodna. - Postanowiłam uciec przy najbliższej okazji polowania na myszeczki, ale do pracy powołane zostały też inne koty, więc gdybym uciekła, zupa myszowa i tak była by zrobiona. Zdecydowałam się uwolnić je tuż przed gotowaniem, ale koty mnie przejżały i związały od nowa na sam koniec. Myślałam, że nie ma już szansy dla tych myszy, a tu nagle ty się zjawiłaś czerwona myszko! - powiedziałam jej, że jestem Mara. - Uprzedzając pytania, nie wiem czemu wszystkie koty zwiewały przed myszami. To był przezabawny widok! - Chciałyśmy jeszcze pogadać, ale trzeba było się kłaść spać.
* * *
Rano, gdy się obudziłyśmy poczułam, że coś jest nie tak, tylko nie wiedziałam co... Wkrótce rzecz była jasna: mapa zniknęła!!!
wtorek, 15 sierpnia 2017
Moja książka pt. ,,Czar Czerwieni" rozdział 4
Szłam razem z przyjaciółką już od dłuższego czasu. Słońce zachodziło. Piki nie chodziła tak często i długo jak ja, więc bardzo pragnęła odpoczynku. Postanowiłam nazbierać chrustu, bo trzeba było rozpalić ognisko. Szukałam patyków nadających się dla myszy przez piętnaście minut. Gdy wróciłam z poszukiwań Piki nie było!!! Wołałam ją, ale odpowiadała mi cisza. Postanowiłam wywęszyć ją. Po kilku sekundach wąchania poczułam koty i Piki!!!
Już myślałam, że ją zjadły, ale przecież na ziemi nie było śladu krwi, a zapach mojej przyjaciułki i kota ciągną się dalej. Gdyby kot ją zjadł, to czuć by było samego kota. Zatem udałam się za zapachem obu zwierząt. Doprowadził mnie on do małej opuszczonej chateczki. Zajrzałam do niej. Przestraszyłam się, bo w domku stał wielki gar, obok niego księga z przepisami, nad garem wisiało całe mnóstwo myszy przywiązanych do siebie liną, a wśród nich Piki!!! Ale najgorsze było to, co mówła kotka do innych kotów : Moje kochane bezdomne koty, ja, wasza przywódczyni ogłaszam wielką ucztę, bo dziś skończyło się polowanie na myszy, które zostaną wżucone żywcem do gorącej, gotującej się zupy! Wszyscy wreszcie zaspokoimy głód! Byłam przerażona! Te myszy i Piki miały zginąć!!!? Nie mogłam do tego dopuścić! Kotka coś jeszcze mówiła, a ja skradałam się do gara, musiałam sprawdzić, czy jest już w nim zupa. Na szczęście był pusty. Miałam zamiar przegryść linę i wszystkie myszy miały spaść do gara. Nie ma w nim zupy, więc nic by im się nie stało. Ale uświadomiłam sobie, że koty zaraz miały przyrządzić te
biedne myszy. Dlatego musiałam najpierw przeszkodzić kotom w gotowaniu. Popatrzyłam do okoła i mój wzrok padł na księgę kucharską. Weszłam do niej i wydarłam kartkę z przepisem na zupę myszową, później zjadłam tę kartkę. Wyszłam z książki i schowałam się za garem. Tak jak się spodziewałam koty sięgnęły po przepis, a gdy odkryły, że brakuje w nim kartki, to zaczęły jej szukać i zrobiło się zamieszanie, w którym mogłam spokojnie uwolnić inne myszy. Specjalnie wyrwałam pierwszą stronę, aby myszy nie zdążyły wylądować w zupie. Uczepiłam się kawałków starych desek i po chwili mogłam gryźć linę. Jednak przeoczyłam jedną ważną rzecz: gdy myszy spadną, to zrobią chałas, a koty go usłuszą, a do tego zwierzątka się połamią! Nie wiedziałam co mogę zrobić. Pomyślałam i... wymyśliłam. Zwróciłam się do innych myszy: Zaraz was wszystkie uwolnię, ale nie możecie tak po prostu spaść. Musicie najpierw ( zanim was uwolnię ) chwycić się za ręce, potem postaracie się wszystkie po kolei, tak jak się trzymałyście za ręce usiąść sobie na barana. Będziecie wtedy tworzyć wieżę. Po kolei jedna po drugiej od dołu będzie się odłącza od reszty i będzie szła na drugi koniec gara. Zrozumiałe? - wszystkie myszy patrzyły na mnie ze zdziwieniem. Piki odpowiedziała: Zrozumiałe. Wszystkie myszy zrobiły co kazałam, a sama zeszłam na dół i wskoczyłam do gara, aby je asekurować. Nagle kotka przywódczyni się odezwała: no nic, skoro nigdzie nie ma tej strony, to musimy się domyślić co było na niej napisane. Niespodziewanie zajrzała do gara. Wszystkie myszy i mnie zparaliżowało. Ale stało się coś jeszcze bardziej niespodziewanego: Kotka żuciła się do ucieczki. Każdy kot chciał zobaczyć co jest w garze i każdy uciekał!! W końcu nie było widać ani jednego kota. Chociaż nie, w kącie siedział jeden związany kot.
- Panta! - zawołała Piki gdy wszystkie myszy zaczęły się roschodzić. - Panta? To jest ta lubiąca myszy kotka?
Znów wakacje
Nie pisałam tak długo, ponieważ wyjechałam, ale już jestem w domu, i chcę wam opowiedzieć jedną przygodę z jednego dnia.
Byłam w górach na bazie ,,Pod Wysoką". Była ze mną moja koleżanka. Tata dostał telefon, że ma jechać do pracy, a że Kraków był blisko, to miał pracować jeden dzień właśnie w nim. Zabrał ze sobą mnie, mamę, moją koleżankę i jej mamę.
Gdy byliśmy na miejscu poszłyśmy do posongu Smoka Wawelskiego. Po raz pierwszy ział ogniem, bo kiedy widywałam go kiedy indziej to był popsuty... Poszłyśmy do jego chłodnej jaskini. Następnie jadłyśmy lody. Nie pamiętam co dalej robiłyśmy, więc powiem to co pamiętam. Poszłam z mamą i koleżanką, bez jej mamy, bo nie chciała, do labiryntu luster! Obok niego stał interesujący, lustrzany rower. Labirunt był normalny, z jednym wejściem i wyjściem, ale jego ściany to były lustra!!! Był niewielki, ale lustra dawały efekt OGROMNEGO!!! Była jedna mama, ale widziałam ją w stu egzemplarzach, a kiedy była obok mnie, to myślałam, że jest odbiciem lustrzanym!!! Super było!
Pamiętam jeszcze najfajniejsze, w jednym miejscu siedziała masa gołębi. Siadały na ludziach dającym im jedzienie. Na mnie usiadło 21 gołębi!!! To był raj! Łapałam je też, a one nie dziobały, wyrywały się tylko!
Spotkałam też czaszkowy rower!
W między czasie kupiłam pawie piuro.
Mam nadzieję, że się podobało, pa!🙋
Etykiety
Archiwum
- kwietnia 2017 (11)
- maja 2017 (11)
- czerwca 2017 (6)
- lipca 2017 (6)
- sierpnia 2017 (4)
- września 2017 (3)
- października 2017 (5)
- listopada 2017 (2)
- grudnia 2017 (3)
- marca 2018 (1)
- stycznia 2019 (1)