Nie pisałam tak długo, ponieważ wyjechałam, ale już jestem w domu, i chcę wam opowiedzieć jedną przygodę z jednego dnia.
Byłam w górach na bazie ,,Pod Wysoką". Była ze mną moja koleżanka. Tata dostał telefon, że ma jechać do pracy, a że Kraków był blisko, to miał pracować jeden dzień właśnie w nim. Zabrał ze sobą mnie, mamę, moją koleżankę i jej mamę.
Gdy byliśmy na miejscu poszłyśmy do posongu Smoka Wawelskiego. Po raz pierwszy ział ogniem, bo kiedy widywałam go kiedy indziej to był popsuty... Poszłyśmy do jego chłodnej jaskini. Następnie jadłyśmy lody. Nie pamiętam co dalej robiłyśmy, więc powiem to co pamiętam. Poszłam z mamą i koleżanką, bez jej mamy, bo nie chciała, do labiryntu luster! Obok niego stał interesujący, lustrzany rower. Labirunt był normalny, z jednym wejściem i wyjściem, ale jego ściany to były lustra!!! Był niewielki, ale lustra dawały efekt OGROMNEGO!!! Była jedna mama, ale widziałam ją w stu egzemplarzach, a kiedy była obok mnie, to myślałam, że jest odbiciem lustrzanym!!! Super było!
Pamiętam jeszcze najfajniejsze, w jednym miejscu siedziała masa gołębi. Siadały na ludziach dającym im jedzienie. Na mnie usiadło 21 gołębi!!! To był raj! Łapałam je też, a one nie dziobały, wyrywały się tylko!
Spotkałam też czaszkowy rower!
W między czasie kupiłam pawie piuro.
Mam nadzieję, że się podobało, pa!🙋
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz