Opowiem wam w skrócie najfajniejsze zdarzenia z Londynu.
Najpierw byłam w Natural Historii Museum. Obejrzałam w nim kości dinozaurów, widziałam czaszki ludzi w różnych momentach ewolucji! Obejrzałam sporo ciekawych kamieni. Ale główną atrakcją był szkielet płetwala błękitnego, gigantychny wisiał pod sufitem! W tej samej sali znajdowało się też kilka innych szkieletów: mamuta, żyrafy i jeszcze czegoś. Widziała drewno, które tak naprawdę było kamieniem! Widziałam skamieniałe drzewo!
Pamiątki wywiozłam trzy: śpiewającego, pluszowego drozda, mikroskop i lunetę w jednym (na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to długopis), oraz książkę z ptakami amerykańskimi.
Teraz opowiem o London Aquarium.
Znajdowało się pod London eay, które nas rozczarowało, kręciło się strasznie wolno!
Weszłyśmy do Aquarium. Pod nogami zobaczyłyśmy rekiny przez szybkę.
Ryby, ryby, ryby, wszędzie ryby. Szłyśmy i szłyśmy, a ryby cały czas były wszędzie, ale wkrótce weszłyśmy do sali z pingwinami. One były najmniej ciekawe, a gdy zaczęli je karmić, zrobiło się niezręcznie. Pingwiny odeszły od obiadu.
Następna i ostatnia atrakcja to meduzy, małe, duże, żyjące na głowach oraz z dłufimi parzydełkami. Było ich mnóstwo rodzaji!
O, zapomniałam wspomnieć, że atrakcje znajdowały się na kolejnych piętrach, a na karzdym piętrze widać było jedno wielkie akwarium z rekinami!
Tower Bridge, to było super, przyjechałyśmy tam wieczorem, wymęczone. Most pięknie świecił! Opfotografowałam szparę w nim. Widziałam szklaną podłogę w tunelu na górze dla turystów. Niestety most nie podniusł się na naszych oczach, ale i tak nas nie rozczarował!
St James Park, nasz ulubiony! Słynie z pelikanów, ale tylko raz widziałyśmy dwa pelikany daleko na skale. Jakaś wiewiórka była bardzo oswojona i weszła pewnemu panu na nogawkę spodni! Ja ją potem dotknęłam!
W tym parku roi się od gęsi łabędzi i nie wiem od jakich jeszcze ptaków! Ale na pewno widziałam czarnego łabędzia!
Byłyśmy w St James Parku aż cztery razy!
Pod Big Ben ' em nie było tak ekscytująco, ale też fajnie. Większość zegara zajmowały rusztowania. Nie bił, aby nie ogłuszać robotników. Przy nim było dużo budek telefonicznych dla turystów, aby modli zrobić sobie w nich zdjęcie. Zegar też świecił, ale nie tak mocno jak most.
To już koniec opowieści o Londynie, PA👋👋👋👋👋👋👋👋👋👋👋👋👋👋👋👋👋👋🙋🙋🙋🙋🙋🙋🙋🙋🙋🙋🙋🙋🙋🤗🤗🤗🤗🤗🤗
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz